Czuję ciężar obecności Thane'a, gdy *on* klęczy przede *mną*, z twarzą będącą idealnym studium napięcia i bezbronności. Jego dłoń wciąż obejmuje moją, ale jestem świadoma każdego ułamka dystansu między nami.
On też czeka. Czuję to w bezruchu panującym w pokoju i w tym, jak powietrze gęstnieje od niewypowiedzianych słów. Oferuje mi wszystko, ale co mi z tego, skoro nie mogę tego przyjąć?
Spoglądam
















