**Z perspektywy Margot**
Coban Santorelli.
Imię i nazwisko zawisły w powietrzu niczym dym — gęsty i niemożliwy do zignorowania.
Osiadło głęboko w mojej klatce piersiowej, jakby sam Coban właśnie wszedł do tego cholernego pokoju razem z nami...
Strażnik ponownie przekartkował dokumenty, tym razem wolniej, zupełnie jakby on sam potrzebował się upewnić, że to, co zaraz powie, jest prawdą.
— Będę szc
















