**Oczami Margot**
– Coban... – zachrypiałam, mój głos był poszarpany od bólu wciąż piekącego mnie w gardle.
Mówienie sprawiało ból, ale musiałam coś powiedzieć – musiałam do niego dotrzeć, zanim rozszarpie samego siebie na moich oczach.
– Nie! – syknął, a jego głos był ostry jak szkło...
Jego głowa gwałtownie się trzęsła, palce plątały się we włosach, ciągnąc tak mocno, że myślałam, iż wyrwie je s
















