**Perspektywa Cobana**
Nie drgnąłem.
Nie zamrugałem.
Tylko odwzajemniałem jego spojrzenie, z tym samym wyrazem twarzy, którego doskonalenie zajęło mi lata – płaskim, niewzruszonym, nieodgadnionym.
Tym, który kiedyś nazywał maską dla tchórzy.
„Nie przyszedłem tu nadrabiać zaległości” – powiedziałem po długiej ciszy. „Więc mów, po co, do cholery, przyszedłeś”.
Jego oczy rozbłysły z rozbawieniem.
















