**Oczami Margot**
Nie wiedziałam, jak długo tam zostałam – skurczona na podłodze celi, zwinięta jak coś żałosnego i małego, oddychając w krótkich, urywanych haustach, które raniły mi gardło.
Cisza była w tym wszystkim najgorsza.
Ani jednego kroku. Ani jednego syknięcia oddechu. Żadnego skrzypnięcia świadczącego o ruchu za mną, które potwierdziłoby, czy nadal tu jest.
Tylko moje własne szlochy odbi
















