**POV Margot**
Korytarze znów tętniły życiem.
Gdy Coban prowadził mnie z dala od jadalni, prawdziwy rozmiar obiektu zaczął do mnie docierać. Były tam korytarze, które zakręcały i rozgałęziały się w każdym kierunku, znaki, których nie mogłam wystarczająco szybko odczytać, i grupy ludzi odłączające się od strumienia — każda para pozornie zmierzająca do jakiegoś nowego miejsca.
To było jak dziwna mig
















