**Perspektywa Margot**
Stołówka tętniła życiem, jak zawsze o porze kolacji – ciche głosy, brzęk metalowych tac, sporadyczny warknięcie strażnika gdzieś w tle.
Ale dla mnie, z wciąż unoszącym się między mną a Cobanem napięciem, wszystko wydawało się teraz dziesięć razy głośniejsze. Zbyt głośne. Zbyt zatłoczone. Zbyt dławiące.
Ale musiałam zjeść. Mój burczący żołądek nie pozwalał mi o tym zapomnieć.
















