***Z perspektywy Margot***
Miarowe buczenie autobusu stało się czymś w rodzaju kołysanki — takiej, której nie pozwalałam sobie ulec.
Minęły już godziny, a ciemność za oknem powoli ustępowała nieśmiałemu blaskowi wczesnego poranka. Przez szczeliny w drzwiach luku bagażowego przesączały się cienkie, przesuwające się promienie bladego światła, oświetlając wokół mnie torby i walizki. Mrugałam, by zwal
















