*******Z perspektywy Margot*******
Powietrze pod autobusem było ciężkie od zapachu gumy i benzyny; zatęchła, mdła mieszanka osiadała w głębi mojego gardła, gdy Cara i ja wcisnęłyśmy się w najdalszy kąt luku bagażowego.
Przestrzeń była ciasna, ledwie na tyle szeroka, byśmy mogły się w pełni wyciągnąć z powodu masy toreb i przypadkowych kartonowych pudeł, ale otaczające nas walizki i torby sportowe
















