**Perspektywa Margot**
Nie ruszyłam się zza narożnego biurka, odkąd wyszedł. W każdym razie, nie tak do końca.
Pewnie, przebrałam się w najczystszą rzecz, jaką udało mi się znaleźć — świeżą, białą koszulkę i szare dresy, które luźno opadały mi na biodrach, a dekolt powoli robił się wilgotny od w połowie suchych włosów, z których woda ściekała mi po plecach.
Nie chciałam znów siadać na jego łóżku
















