Miłość w zamknięciu

Miłość w zamknięciu

Autor: Ariel

Rozdział 3 - Strach
Autor: Ariel
3 mar 2026
*******Z perspektywy Margot******* Huśtawka skrzypiała pode mną, jej zardzewiałe łańcuchy jęczały przy każdym powolnym ruchu w przód i w tył. To był znajomy dźwięk, taki, który przez lata podkreślał setki rozmów między mną a Carą, ale dzisiaj wydawał się głośniejszy — drażniący, natrętny. A może to tylko przez to, jak bardzo bolała mnie głowa. Minęło pięć dni, odkąd wysłałyśmy nasze zgłoszenia. Pięć długich dni czekania, pełnych nadziei, zmuszania się do wiary, że ucieczka była czymś więcej niż tylko głupią mrzonką. Jakie to ironiczne? Błagać o ucieczkę z rodzinnego miasteczka do więziennej celi... Gdyby się nad tym zastanowić, brzmiało to jak najgłupsza rzecz na świecie, ale wszystko było lepsze niż bycie tutaj, więc z każdym mijającym dniem łapałam się na tym, że mam nadzieję usłyszeć od nich odpowiedź z informacją, że zostałyśmy wybrane! Ale pięć dni czekania oznaczało też kolejne pięć nocy uwięzienia w domu. Pięć kolejnych nocy prób bycia niewidzialną. Pięć kolejnych nocy bycia zbyt wolną... Wciąż czułam, jak wczorajsza lekcja pulsuje mi pod okiem, skóra była opuchnięta i mocno naciągnięta. Siniak w pełni zakwitł do rana, tworząc paskudną mieszankę fioletu i żółci. Nawet nie zadawałam sobie trudu, by sprawdzić w lustrze, jak źle to wygląda, w miarę jak dzień posuwał się naprzód. Samo pieczenie było wystarczającym przypomnieniem, że wciąż tam jest. Cara siedziała obok mnie na sąsiedniej huśtawce, kopiąc w ziemię czubkiem swojego znoszonego buta. Od dłuższego czasu nie patrzyła bezpośrednio na mnie, jej oczy wędrowały w górę tylko w krótkich, ostrych spojrzeniach, zanim znów uciekały w bok. Zbierała się w sobie. Żeby zadać to pytanie. Pierwsze zawsze było swobodne, tak jakby po prostu podtrzymywała rozmowę. "Więc... jak źle było tym razem?" Słowa przecisnęły się przez jej zęby. Wypuściłam powietrze, a moje palce zacisnęły się na łańcuchach. "W porządku. Nie najgorzej, tak sądzę." Wzruszam ramionami. Wypuściła powietrze przez nos, a jej but mocniej zaszurał po ziemi. "Margot..." Posłałam jej spojrzenie, które miało ją uciszyć, ale nie zrozumiała aluzji. Nigdy tego nie robiła. Jej troska zawsze brała górę nad wszystkim innym. "Czy to trwało długo?" naciskała, tym razem ciszej. Wzruszyłam ramionami. "Jakie to ma znaczenie? I tak już po wszystkim." Jej usta zacisnęły się w cienką linię. "Zawsze możesz dzisiaj przenocować u mnie," zaoferowała, ale obie wiedziałyśmy, że to nie było żadne rozwiązanie po tym, co się stało, kiedy ostatnio to zrobiłam... U niej też nie było dużo lepiej. A poza tym, gdybym nie wróciła do domu, byłby tylko bardziej wściekły, gdybym pojawiła się tam następnym razem. "Dzięki, ale poradzę sobie." Kiwam raz głową, by potwierdzić własne kłamstwo. Kłamstwa przychodziły teraz tak łatwo, że ledwie nawet smakowały jak kłamstwo. Cara sapnęła, odchylając się do tyłu na łańcuchach huśtawki i oplatając je luźno ramionami. "Nie męczy cię to wieczne udawanie, że to nie robi na tobie wrażenia? Że mieszkanie z nim ci nie przeszkadza?" "A ciebie?" odgryzłam się, unosząc brew, bo moja cierpliwość była dzisiaj na wyczerpaniu. Westchnęła, kręcąc głową. "Touché." Cisza przeciągała się między nami przez dłuższą chwilę, gęsta i dusząca, podczas gdy w moim żołądku powoli osiadało poczucie winy z powodu wybuchu na moją przyjaciółkę... Ale zanim zdążyłam to załagodzić prowizorycznymi przeprosinami, zauważyłam, że coś przykuło uwagę Cary. Ożywiła się nagle, jej ciało zesztywniało, gdy usiadła prosto, by mieć lepszy widok na to, co działo się po drugiej stronie ulicy... "Co jest?" zapytałam, nie zawracając sobie głowy podążaniem za jej wzrokiem. Skinęła głową w stronę biblioteki. "Margot, spójrz." Odwróciłam się w samą porę, by zobaczyć zrzędliwą bibliotekarkę, jak wychodzi na chodnik, poprawiając torbę na ramieniu, po czym odchodzi pospiesznie ulicą, jednocześnie sprawdzając zegarek na ręce. "Dokąd ona idzie?" pytam na głos, wiedząc, że Cara wie dokładnie tyle samo, co ja. Cara uśmiechnęła się szeroko. "Miejmy nadzieję, że wystarczająco daleko, by nie zauważyć, jeśli pożyczymy sobie WiFi na szybkie pięć minut." Usiadłam nieco prościej, patrząc, jak kobieta całkowicie znika za rogiem... Biblioteka wciąż była otwarta — napis na drzwiach mówił o tym niezwykle wyraźnie. Ale bez niej w recepcji... ktokolwiek został na jej miejscu, nie będzie wiedział, że byłyśmy tu już wcześniej w tym tygodniu! Spojrzałam z powrotem na Carę. Już stała na nogach. "Chodź, ruszaj się!" powiedziała, chwytając mnie za nadgarstek. Zawahałam się. "A co, jeśli wróci wcześniej, niż myślimy?" Cara przewróciła oczami. "Będziemy szybkie. Góra pięć minut." Pięć minut... tylko tyle potrzebowałyśmy... tylko żeby sprawdzić! Przygryzłam wnętrze policzka, ale moje nogi już same się poruszały, podążając za nią w stronę wejścia, a nasze szybkie kroki przeszły w bieg. Drzwi skrzypnęły, gdy wślizgnęłyśmy się do środka. Powietrze od razu stało się chłodniejsze, a zapach starych książek i kurzu otulił mnie niczym znajomy pocieszający koc - to była moja ulubiona pora tygodnia. Biurko w recepcji było całkowicie puste. Żadnych kroków. Żadnych głosów. Tylko my. Cara nie traciła czasu. Pobiegła do najbliższego komputera, dając mi znak, bym poszła za nią, po czym opadła na swoje stałe miejsce - uderzając palcami w klawisze, by się zalogować. "Pospiesz się, Margot," syknęła, wyrywając mnie z odrętwienia przy drzwiach, po czym pospieszyłam w jej stronę. Usiadłam obok niej, a serce łomotało mi w piersi, gdy na ekranie w końcu zaświeciła się strona główna. Palce Cary pracowały szybko, najpierw otwierając swoją pocztę - strona zawiesiła się na sekundę i ładowała dłużej niż zwykle. Wstrzymałam oddech. Obie wymieniłyśmy nerwowe spojrzenia. A potem— W jej skrzynce pojawiła się nowa wiadomość zatytułowana 'WYNIK APLIKACJI DO PP' Mój żołądek zwinął się w supeł, kiedy ją otworzyła, a puls dudnił mi w uszach. Szybko omiotłam wzrokiem słowa zza jej ramienia, obie ścigałyśmy się w czytaniu, by poznać rezultat, z trudem to przyswajając, zanim Cara wydała z siebie ciche westchnienie obok mnie. "O mój Boże," wyszeptała. "Margot, dostałam odpowiedź, chcą, żebym złapała prom 20-go z Portu Meadowbank!" Recytuje, a ja z niedowierzaniem otwieram i zamykam usta. "Cara, dzisiaj jest dziewiętnasty! Dwudziesty jest jutro! Jak zamierzasz dostać się do Portu Meadowbank do jutra!" piszczę, a mój umysł pędzi, próbując nadążyć za tym, co się działo. "Czekaj, czekaj, czekaj!" Unosi ręce, z szeroko otwartymi oczami próbując to przemyśleć. "Pozwól mi to wydrukować, a potem sprawdzimy twojego maila - zobaczymy, czy ty też dostałaś odpowiedź!" Cara przedstawia swój plan, podczas gdy ja gorączkowo kiwam głową i nerwowo załamuję ręce. Palce Cary frunęły po klawiaturze, przechodząc do funkcji drukowania z pilnością kogoś, kto rozbraja bombę. Starożytna biblioteczna drukarka obudziła się do życia w kącie, wydając serię zduszonych warkotów i mechanicznych trzasków, zanim wypluła kartkę. Patrzyłam, jak podbiega do niej, chwytając kartkę, gdy tylko ta wylądowała na tacy. Mój żołądek się ścisnął. To działo się naprawdę. Dostała się. Do tego czasu jutro, mogłoby jej już tu nie być. Ale co ze mną? Co, jeśli Cara się stąd wydostanie, a ja nie? Pozostawiona, by tu zgnić... Moje palce zawisły nad klawiaturą, a mój oddech był nierówny, gdy zmusiłam się do zalogowania do własnej skrzynki. Moje oczy przesuwały się po tytułach wiadomości, desperacko je skanując. Poczułam, jak Cara znów pojawia się u mojego boku, oddychając szybko i nierówno... "I co?" zapytała, ściskając wydrukowane potwierdzenie tak mocno, że papier gniótł się w jej dłoniach. Przełknęłam z trudem ślinę, odświeżając stronę. Mój e-mail ładował się o sekundę dłużej, a kręcące się kółko na górze ekranu drwiło ze mnie, przedłużając ten moment, tylko po to, by jeszcze bardziej namieszać mi w głowie. A potem— Był. 'WYNIK APLIKACJI DO PP'. Ten sam tytuł wiadomości, który dostała Cara, wypalił mi się w mózgu. Zawahałam się, a moje palce zesztywniały na myszce na wypadek, gdyby mój wynik okazał się zły... Cara wręcz wibrowała obok mnie. "Otwieraj to, do cholery!" I tak też mocno kliknęłam. E-mail rozwinął się przede mną. Moje oczy przebiegły po słowach, próbując wyłowić jedyną część, która naprawdę miała znaczenie. Z przykrością informujemy... Przestałam czytać. Wszystko we mnie zamarło, jakby moje ciało wyłączyło się, aby powstrzymać mnie przed odczuciem pełnego ciężaru tych słów. Z przykrością informujemy. Nie wybrano. Nie wybrano. Nie wychodzisz stąd. Ledwie zauważyłam, że moje dłonie zdrętwiały, wciąż zamrożone na klawiaturze. Krawędzie ekranu zamazywały się, a moje pole widzenia zwężało się, gdy świat wokół mnie skurczył się tylko do tych trzech potępiających słów. "Margot?" Głos Cary był ostry z niepokoju, i wiedziałam, że zbyt długo zwlekałam z reakcją. Przechyliła się przez moje ramię, skanując e-mail, a jej oddech uwiązł w gardle, gdy dotarła do tego samego fragmentu co ja. "Nie," mruknęła. "Nie, nie, nie, to musi być jakiś błąd—" "To nie błąd," wtrąciłam, a mój głos brzmiał upiornie płasko. "Nie zostałam wybrana." Czułam, jak się na mnie gapi, czekając na jakąś reakcję. Załamanie. Wybuch. Cokolwiek. Ale nie miałam już w sobie nic, co mogłabym z siebie dać. Po prostu tam siedziałam. Wpatrując się w słowa, które właśnie przypieczętowały mój los. "Margot..." Sięgnęła do mnie, ale się odsunęłam. "Wyjeżdżasz jutro." Te słowa zabrzmiały pusto, jakby należały do kogoś innego. Cara potrząsnęła głową. "Więc znajdziemy inny sposób. My—" "Nie ma innego sposobu." Wyszło to ostrzej, niż zamierzałam, ale nie obchodziło mnie to, czułam się kompletnie rozbita od środka. Cara zacisnęła szczękę, jej oczy płonęły frustracją, winą, czymś, czego nie miałam siły zidentyfikować. "O-Okej... wydrukuj to, weźmy to ze sobą... przeczytajmy w całości i zobaczymy, co da się zrobić." sugeruje Cara, potrząsając mnie za ramię, by zmotywować do działania, podczas gdy ja przełykam gulę rosnącą w gardle i z wahaniem kieruję się do ikony drukowania. Papierowa kopia sprawiłaby tylko, że czułabym się gorzej z powodu odrzucenia, ale i tak to zrobiłam... klikając drukuj. Nagły, obcy hałas wyrwał nas obie z transu — dźwięk zamykających się drzwi. Szlag. Bibliotekarka wróciła. Ręka Cary wystrzeliła, chwytając mnie za nadgarstek. "Chodź." Pisnęła, pędząc, by wyrwać moją kartkę z drukarki. Wyskoczyłyśmy od komputera, a mój e-mail o odrzuceniu wciąż raził z ekranu, gdy potykałyśmy się w stronę wyjścia - mijając ją w rekordowym tempie, przez co ledwie zdążyła zarejestrować, co my obie tu wyczyniamy. Wypadłyśmy na ulicę, biegnąc przez drogę do bezpiecznego, opustoszałego placu zabaw. Cara odwróciła się do mnie z desperacją w oczach i ciężkim oddechem. "Możemy to naprawić. Potrzebujemy tylko planu. Może na tej kartce jest coś jeszcze!" Ledwie ją słyszałam. Ponieważ jedyne, o czym mogłam myśleć, to— Ona stąd wyjeżdżała. A ja nie. I nie miałam pojęcia, co do cholery miałam teraz zrobić...

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 - Strach – Miłość w zamknięciu | Czytaj powieści online na beletrystyka