**Perspektywa Margot**
Godziny mijały powoli.
Długie. Męczące. Dławiące.
Nie miałam już pojęcia, która jest godzina. W celi nie było zegarów, nie wpadało przez okna światło słoneczne, by mierzyć dzień. Tylko ten sam przyćmiony, sztuczny blask z panelu sufitowego, który cicho brzęczał, gdy cisza przeciągała się zbyt długo.
I Boże, jak się przeciągała.
Nie słyszałam żadnego dźwięku z korytarza, odką
















