**Punkt widzenia Margot**
Minęła już z grubsza ponad godzina.
Wiedziałam to, bo liczyłam każdy zaczerpnięty oddech, każde tyknięcie ciszy, która się między nami rozciągała.
Coban zasnął na łóżku bez słowa, z ramionami założonymi za głowę, oddychając wolno i miarowo — jakby nie miał na świecie żadnych zmartwień. Jakbym nie siedziała niecały metr dalej, próbując nie oddychać zbyt głośno na wypadek,
















