**Perspektywa Margot**
Minęło trochę czasu — ile, nie potrafiłam powiedzieć. Minuty, godziny. Wszystko zlało się w jedno po tym, jak burza o imieniu Coban przetoczyła się przez pokój, zostawiając po sobie ciszę głośniejszą niż jego krzyki.
Moje ręce nie przestawały się ruszać, nawet gdy mój umysł krzyczał, bym znów upadła - bym płakała jeszcze więcej.
Drżącymi palcami złożyłam ostatnią koszulkę,
















