**Oczami Cobana**
Ten pierdolony dzień wlókł się w nieskończoność.
Leo i ja poszliśmy wcześnie na siłownię, wyciskając z każdego powtórzenia siódme poty, jakby było nam coś winne.
Żaden z nas wiele nie mówił. Słychać było tylko brzęk żelastwa i echo stęknięć.
Doprowadziłem się do takiego fizycznego bólu, który zagłuszał wszystko inne... dopóki nie przestał.
Dopóki nie leżałem na tej ławce, pot pok
















